Wiedza społeczna na temat ołowicy rozprzestrzeniającej się wśród pracowników huty, a także dzieci jest ciągle nikła, zdawkowa – nie współgrająca z rozmiarami problemu który przez ponad wiek powodował spustoszenie wśród mieszkańców Szopienic, Burowca i okolic.
Ołowica, czyli zatrucie ołowiem powodujące osłabienie, bezsenność, brak łaknienia, zaburzenie widzenia i uszkodzenia wewnętrznych narządów ciała. Uszkodzeniu często ulegało również funkcjonowanie układu nerwowego. Nieleczona choroba prowadziła do zgonu, lub trwałej niepełnosprawności.
Problem występował w regionie od samego początku istnienia hut cynku i ołowiu, czyli od roku 1834 (powstanie huty „Wilhelmina”). Narastał wraz z ekspansją cynkowego przemysłu w Szopienicach – w 1900 r. szopienickie huty zatrudniały łącznie 2124 robotników. Większość z nich dożywała maksymalnie 50 roku życia. W roku 1912 powstała największa huta cynku ówczesnej Europy – Huta Uthemanna w której dominował ciężki, ręczny i uciążliwy dla środowiska proces produkcji. Walkę z ołowicą podejmowano już w międzywojniu – na Roździeniu stworzono szpital dla robotników, w którym pracę rozpoczął Edmund Gryglewicz – człowiek, który jako pierwszy pochylił się nad problemem ołowicy wśród hutników.
W latach siedemdziesiątych (okres w którym zaczęto zwracać uwagę na zatruwanie środowiska) Huta Metali Nieżelaznych zatrudniała ponad 5 tys. pracowników – wszyscy oni w większym, lub mniejszym stopniu byli narażeni na działanie ołowicy. W rejonie Szopienic, Burowca i Mysłowic żyło wówczas około 25 tys. mieszkańców. Najmocniej narażeni na działanie ołowiu byli ludzie zamieszkujący w bezpośredniej bliskości hut – na nieszczęście kolonie robotnicze najczęściej powstawały tuż przy nich (np. kolonia robotnicza Wilhelmina).
Do lat 70 XX w. myślano jednak że na ołowicę chorują wyłącznie hutnicy pracujący przy piecach – nie zdawano sobie sprawy że na zatrucie w równym stopniu narażone były również dzieci. Dzięki staraniom m.in. doktor Jolanty Wadowskiej-Król zaczęto zwracać uwagę na ten przerażający problem i stopniowo go likwidować. Postać niezłomnej „doktórki od familoków”, jak nazywano Wadowską-Król, to przykład lekarskiego heroizmu w walce o życie najmłodszych. Na przełomie lat 70 i 80 XX w. zaczęto unieruchamiać Hutę Uthemanna, a przez następne dwie dekady wyłączano najbardziej szkodliwe oddziały huty ostatecznie kończąc jej żywot w 2002 r.
Muzeum Hutnictwa Cynku ,,Walcownia” znajduje się w budynku dawnego oddziału Huty Metali Nieżelaznych. Oddział ten przez lata słynął jako jeden z „bezpieczniejszych” – to właśnie do Walcowni odsyłani byli hutnicy u których zdiagnozowano poziom ołowiu przekraczający ustalone normy. Jako obiekt muzealniczy znajdujący się na byłym terenie huty czujemy obowiązek przekazywania wiedzy o tamtych wydarzeniach – wraz z upamiętnieniem ofiar i przybliżeniem sylwetek ludzi którzy podjęli walkę z „niewidocznym trucicielem”.
