Muzeum Hutnictwa Cynku „Walcownia” z dumą dba i pielęgnuje pamięć o bogatej historii hutnictwa cynku w Szopienicach oraz okolicznych miejscowościach. To właśnie dzięki staraniom Fundacji Ochrony Dziedzictwa Przemysłowego Śląska, dziś możemy podziwiać autentyczny, industrialny krajobraz Walcowni Cynku – miejsca, gdzie czas się zatrzymał, a oryginalnie zachowany ciąg technologiczny pozwala niemal poczuć rytm pracy dawnych hutników. Aby jednak w pełni docenić to dziedzictwo, warto przyjrzeć się codzienności ludzi, którzy składali się na potęgę śląskiego przemysłu.
„Eldorado przedsiębiorców” i twarda dyscyplina
W XIX wieku Górny Śląsk był miejscem ogromnych kontrastów. Rozwój hutnictwa wymuszał budowę osiedli patronackich, które miały przyciągnąć wykwalifikowanych robotników. Choć własny dach nad głową był atutem, życie w takich lokalach wiązało się z surowym reżimem. Zgodnie z „Porządkiem domowym” w budynkach należących do spadkobierców Gieschego, lokatorom nie wolno było bez zgody nawet wbić gwoździa w ścianę, a urzędnicy hutniczy mieli prawo do regularnych rewizji mieszkań. Co więcej, utrata pracy oznaczała natychmiastową konieczność opuszczenia lokalu.
Warunki pracy były jeszcze cięższe. Przełom XIX i XX wieku to czas 12-godzinnych zmian w ogromnym spiekocie i oparach trujących gazów. Jak pisał Karl Leigen w 1898 roku, Górnośląski Okręg Przemysłowy był „Eldorado dla przedsiębiorców”, gdzie robotnicy, często podzieleni narodowościowo i wyznaniowo, z trudem budowali swoją reprezentację i walczyli o lepszy byt.
Przełom i nowoczesność
Sytuacja zaczęła się zmieniać wraz z nadejściem XX wieku i wprowadzeniem nowych technologii, takich jak metoda elektrolizy. Dyrekcje zakładów zaczęły kłaść większy nacisk na profilaktykę zdrowotną. Powstawały nowoczesne szpitale zakładowe, m.in. w Roździeniu (Szpital Hutniczy dla hut Giesche; pracował w nim m.in Edmund Gryglewicz), Wełnowcu czy Nowej Wsi.
W okresie międzywojennym praca w hutnictwie, choć nadal wymagająca, dawała już pewne poczucie stabilizacji socjalnej. Członkostwo w tzw. Kasach Pensyjnych pozwalało marzyć o emeryturze po 50. roku życia, a średnia długość życia hutnika w zakładach Giesche wzrosła do 64 lat. Z pracy wyeliminowano niemal całkowicie dzieci i większość kobiet, co było ogromnym skokiem cywilizacyjnym.
Trudna rzeczywistość międzywojnia
Mimo postępu technicznego, lata 30. XX wieku przyniosły nowe wyzwania – kryzysy ekonomiczne i masowe redukcje zatrudnienia. W szczytowym momencie kryzysu w 1932 roku, zarobki wielu hutników oscylowały wokół 150 zł miesięcznie, podczas gdy minimum egzystencji dla rodziny szacowano na blisko 250 zł. Ponad połowa domowego budżetu (54%) trafiała na zakup żywności, a na czynsz, opał i światło zostawały skromne kwoty. To pokazuje, jak wielką determinacją musieli wykazywać się pracownicy ówczesnych hut, by utrzymać swoje rodziny.

Odwiedź nas i doświadcz historii z bliska!
Historia robotników hut cynku i ołowiu to opowieść o ciężkiej pracy, poświęceniu i rodzącej się nowoczesności. Zapraszamy Was do odwiedzenia Muzeum Hutnictwa Cynku „Walcownia” w Katowicach-Szopienicach. W tym miejscu możecie stanąć twarzą w twarz z autentycznymi maszynami, które przed laty obsługiwali bohaterowie dzisiejszego wpisu, i poczuć ducha dawnego, przemysłowego Górnego Śląska.
Do zobaczenia w Walcowni!
Opracowano na podstawie: P. Rygus ,,Zarys historyczny hutnictwa cynku na Górnym Śląsku w latach 1798-1980″, Fundacja Ochrony Dziedzictwa Przemysłowego Śląska, Katowice 2015.
