Muzeum Hutnictwa Cynku ,,Walcownia”, ostatni, w pełni autentycznie zachowany obiekt po dawnej Hucie Metali Nieżelaznych ,,Szopienice” dba i pielęgnuje pamięć nad dziejami szopienickiego hutnictwa cynku i ołowiu. Pragniemy przybliżać Państwu losy hut i robotników – z ich ciemnymi i jasnymi stronami. Chcemy, aby historia ich losów trafiła do jak najliczniejszego grona – szczególnie do tych, którzy ich historią zainteresowali się po obejrzeniu serialu Netflixa ,,Ołowiane Dzieci”.
Huta ,,Wilhelmina” to pierwsza szopienicka huta. Za jej powstanie odpowiadał wrocławski koncern Georg von Giesches Erben. Wzniesiona w 1834 roku, od samego początku musiała zmagać się z wieloma problemami – wliczając w to kłopoty kadrowe. Huta powstała, natomiast robotników…brak. Zadaniem nowo powstałej huty było rokroczne zwiększanie możliwości produkcyjnych, co było niemożliwe bez odpowiednich zasobów ludzkich. W 1836 r. na Wilhelminie pracowało tylko 50 robotników. O tragicznej sytuacji panującej wówczas na hucie informował kierownik zakładów Gieschego, Johann Gottlob Lampricht:
,,(…)brak robotników osiągnął swój najwyższy poziom i pomijając fakt, że w hutach pracę palaczy w większości wykonują dzieci, dojdzie wnet do tego, że trzeba będzie gasić piece”

Skąd się wziął tak olbrzymi problem ze skompletowaniem załogi? Pod uwagę należy tu wziąć kilka kwestii. Ludność wsi wokół których powstała ,,Wilhelmina” była nieliczna. Spis ludności z 1828 r. mówi nam że w Szopienicach mieszkało 196 osób, w Roździeniu – 392, zaś w Małej Dąbrówce – 247. Co prawda region się dynamicznie rozwijał, a mieszkańców stale przybywało, lecz konkurencja nie spała. Nowe kopalnie i zakłady lokujące się w tym rejonie kusiły pracowników coraz to lepszymi stawkami zarobkowymi – Wilhelmina na tym tle prezentowała się po prostu przeciętnie. Na ,,Wilhelminie” pracowali głównie mieszkańcy Szopienic i Roździenia. Przed zatrudnieniem w hucie trudnili się najczęściej pracą w rolnictwie (na niezbyt urodzajnych ziemiach). Od połowy XIX w. do Szopienic zaczęli ściągać również mieszkańcy okolicznych miejscowości, głównie z byłego powiatu pszczyńskiego. W 1846 r. zakład zatrudniał już 112 robotników.
Praca pierwszych, szopienickich hutników była bardzo ciężka i jednocześnie szkodliwa. BHP, w dzisiejszym zrozumieniu tego słowa, nie istniało w ogóle. Podejście do tego tematu zaczęło zmieniać się dopiero w latach 70 XIX w. Jak wyglądała sytuacja na ,,Wilhelminie”? Tragicznie. Huta nie posiadała wysokich kominów, jakie znamy z dzisiejszego przemysłowego krajobrazu. Spaliny zazwyczaj gromadziły się wewnątrz hali tworząc czarny obłok pyłu i gazu. Wszystko dosłownie ,,latało w powietrzu” – włącznie z pyłami cynku i ołowiu, a także tlenkami węgla. Pracujący tam wówczas ludzie opisywali że ,,gęsta zawiesina pyłów tworzyła taki półmrok, w którym z trudnością można było wypatrzyć przedmioty i osoby znajdujące się na hali”. Robotnicy umierali średnio w wieku 46 lat, po przepracowaniu 30 lat w hucie. Zarobki były nędzne – pozwalały na zaspokojenie najbardziej elementarnych potrzeb. Często zdarzało się i tak że wypłata nie przychodziła na czas. Opóźnienia były niekiedy wielotygodniowe. Irytacja pracowników doprowadziła do ich biernego oporu w 1855 r., który w konsekwencji spowodował spadek wydajności huty. Spadkobiercy Gieschego musieli interweniować, zdecydowali się nie pierwsze podwyżki pensji.
A jak to wyglądało z warunkami bytowymi? Niewiele lepiej. Szopieniczanie żyli w bardzo skromnych warunkach. Robotnik i chłop żywili się przede wszystkim ziemniakami, mlekiem i kapustą. Najbardziej tragicznym w skutkach rokiem okazał się być 1847. Wtedy to, zapanowała klęska nieurodzaju spowodowana obfitymi opadami deszczu. Zabrakło ziemniaków. Na niedomiar złego, w tym samym roku, wybuchła również epidemia tyfusu głodowego. ,,Wilhelmina” na samym początku swojego istnienia nie posiadała mieszkań robotniczych. „Bogatsi” pracownicy mieszkali u miejscowych chłopów, ci biedniejsi natomiast musieli zadowolić się miejscem w kanałach żużlowych (były one fundamentami pieców hutniczych). W owych kanałach panowała niezwykle niebezpieczna atmosfera, nasycona całą gamą toksycznych związków. Pierwsze domy mieszkalne powstały dopiero w 1847 r. Składały się one zazwyczaj z jednej izby i komory. Lokowane były w najbliższej odległości od huty.
Huta, rzecz jasna, truła. W znacznym stopniu wpływała na środowisko które ją otaczało. Już w 1847 r. Spadkobiercy Gieschego musieli wypłacić odszkodowanie właścicielom pól wokół huty ze względu na znaczne szkody rolnicze. Sam Friedrich Bernhardi, dyrektor koncernu Georg von Giesches Erben. stwierdzał po latach że: ,,(…)w okresie gdy na Hucie Wilhelmina pracowały stare piece destylacyjne, w jednym z sąsiadujących z hutą ogrodów absolutnie nic nie rosło”.
Opisane warunki dotyczą pierwszych lat funkcjonowania huty – od roku 1834 do lat 60 XIX w. W późniejszych latach sytuacja robotników ulegała systematycznej poprawie (oczywiście, biorąc pod uwagę specyfikę tamtych czasów).
Opracowano na podstawie: E. Wilczok ,,150 lat hutnictwa metali nieżelaznych w Szopienicach. Dzieje Huty Metali Nieżelaznych ,,Szopienice” i jej załogi”, Katowice 1984.
