Jesteśmy po premierze serialu Netflixa ,,Ołowiane Dzieci”. Opowieść o Jolancie Wadowskiej-Król wzbudziła zainteresowanie tysięcy widzów. Netflix podreśla jednak że serial jest wyłącznie zainspirowany prawdziwymi wydarzeniami, które dokonały się w Szopienicach. Dziś, spróbujemy odpowiedzieć sobie na pytanie: co w serialu Netflixa była prawdą, a co zwyczajnym kłamstwem.
Jako Muzeum Hutnictwa Cynku ,,Walcownia” pragniemy prezentować historię taką, jaka była w rzeczywistości. Dzieje szopienickich hut cynku i ołowiu ukazują nam ponad 190 lat historii. Trudnej – związanej z zanieczyszczeniem środowiska i wpływu na ludzkie zdrowie, a także tej podniosłej – związanej z historią ludzi dla których Huta była całym życiem.
Nasze Muzeum prezentuje również oryginalne wyposażenie – cały, pełny ciąg technologiczny do walcowania blach i taśm cynkowych. To uczta dla wszystkich fanów ,,industrialu” i techniki. Walcownia to żywa historia.
MIT 1: Jolanta Wadowska-Król odkryła że dzieci chorują na ołowicę
Na samym początku najbardziej kontrowersyjny motyw. Serial Netflixa przedstawia nam że to Jolanta Wadowska-Król odkrywa że dzieci z Targowiska chorują na ołowice – na własną rękę chodząc po szpitalach, sprawdzając wyniki badań najmłodszych. Rzeczywistość wyglądała zupełnie inaczej. Jako pierwsza dokonała tego prof. Bożena Hager-Małecka, przedstawiona w serialu jako prof. Krystyna Berger. To ona rozpoznała ołowicę u jednego z pacjentów Jolanty Wadowskiej – Król. Po dokonaniu tego przerażającego odkrycia nakazała Wadowskiej – Król przeprowadzenie badań na większej liczbie dzieci aby sprawdzić czy jest to jedynie przypadek, czy pełnoskalowa epidemia. Bez wyraźnego pozwolenia prof. Hager – Małeckiej, Wadowska-Król nie mogłaby przeprowadzić jakichkolwiek badań na własną rękę. Co ważne – sama Wadowska zawsze to podkreślała. Podkreśla to też rodzina ,,Doktórki od Familoków”. Nie wiadomo dlaczego twórcy serialu zdecydowali się na wykreowanie fikcyjnej postaci prof. Krystyny Berger – jednocześnie znacznie umniejszając jej dokonaniom. Odkrycie, a następnie próba zwalczenia problemu ołowicy w Szopienicach było działaniem zespołowym. W żaden sposób nie umniejsza to poświęceniu i pracy Jolanty Wadowskiej – Król.
MIT 2: Reakcja mieszkańców Szopienic na działania Wadowskiej-Król
Serial przedstawia nam mieszkańców Szopienic jako grupę jednoznacznie negatywnie nastawioną do działań Wadowskiej-Król. Lekarka jest obrażana, wyśmiewana – a w jednym z odcinków mieszkańcy palą samochód należący do jej rodziny. Nie ufają jej nawet matki chorujących dzieci. A jak to było naprawdę? Wadowska-Król cieszyła się ogromnym szacunkiem mieszkańców. Najlepszym potwierdzeniem tych słów jest frekwencja podczas badań dzieci z najbardziej zagrożonych miejsc. Pierwsze badanie = 100% frekwencja. Drugie badanie na większej ilości dzieci = frekwencja ponownie 100%-towa. Jolanta Wadowska-Król była Katowiczanką – w Szopienicach nie pojawiła się ,,znikąd”. Nie posługiwała się co prawda językiem śląskim, ale doskonale wyczuwała klimat panujący w Szopienicach, rozumiała mieszkańców i ich problemy, a oni odwdzięczali się jej zaufaniem. Stali za nią murem – co widoczne jest również i dziś. Doktórki w Szopienicach nie można tknąć.
MIT 3: Filtry
No tak – i tutaj dochodzimy do kwestii która do tej pory nie wybrzmiała w dyskusji na temat Ołowianych Dzieci. A powinna – bo stanowi ważny, jeśli nie najważniejszy wątek w serialu. Filtry. Jak to z nimi było? Według serialu pracownicy Huty, na polecenie towarzysza Grudnia mieli je ściągać, aby zapewnić ,,większy cug” w piecach – zanieczyszczając i trując w ten sposób środowisko. Serialowa Wadowska używa argumentu ,,zdejmowanych filtrów” aby przekonać matki chorujących dzieci do podjęcia działań wymierzonych przeciwko ,,trującej” Hucie. Nie jestem specjalistą w tym temacie więc zasięgnąłem opinii osoby która zna się na rzeczy. Na tej podstawie trzeba stwierdzić że wątek ten jest przekłamany. Filtry workowe w hucie nie odpowiadały za ciąg w piecach – ten był wytwarzany przez wentylatory. Ich zadaniem (filtrów) było wychwytywanie pyłu ołowionośnego z gazów odlotowych. Taki pył miał wartość surowcową i wracał do procesu, więc jego celowe usuwanie byłoby ekonomicznie nielogiczne. Emisje mogły wynikać raczej z nieszczelności instalacji lub obejść awaryjnych, a nie z samej obecności filtrów. Trzeba też pamiętać, że huta działała od XIX wieku, więc nawet przy stopniowej poprawie technologii dochodziło do wieloletniej akumulacji pyłów w glebie i zabudowie. W serialu pokazano to w uproszczeniu, bo dla widza łatwiej jest zrozumieć jeden wyraźny symbol problemu niż złożony system przemysłowy.
Podsumowując: Filtry założone na hucie nie miały absolutnie żadnego wpływu na ciąg w piecach. Potwierdzają to również byli pracownicy Huty Metali Nieżelaznych. Zanieczyszczenie środowiska wynikało z szeregu innych powodów.
MIT 4: HUTA – fakty
Tutaj bardziej sprostowanie wynikające z dyskusji na portalach społecznościowych. Serialowa huta przedstawiona jest jako jeden, ogromy zakład przemysłowy. W jego rolę wciela się EC (jaka?). Wyjaśnijmy sobie parę rzeczy: Huta Metali Nieżelaznych to nie był jeden budynek – w jej skład wchodziło kilka kompleksów rozmieszczonych w różnych częściach Szopienic i Burowca (Wstawka z mapą Szopienickich hut). Do końca II WŚ. szopienickie huty posiadały nazwy pochodzące jeszcze z czasów niemieckich właścicieli – po roku 45 nazwy te uległy zmianie. I tak np. Huta Walther – Croneck stała się wydziałem Huty Ołowiu, Huta Uthemann wydziałem Huty Cynku, a Huta Seager – Prażalnią. Nazwa ,,HMN” funkcjonowała od 1972 roku. Pozostałością po Hucie Uthemann jest zabytkowa cechownia oraz wieża ciśnień (zdjęcie), natomiast Huta Ołowiu znajdowała się przy ul. Obrońców Westerplatte, na Burowcu – dziś funkcjonuje tam prywatna firma. Jedynym, w pełni zachowanym, autentycznym obiektem po dawnej HMN jest 120 –letnia Walcownia Cynku – w której dziś funkcjonuje wyjątkowe Muzeum Hutnictwa Cynku – serdecznie zapraszamy do odwiedzin!
MIT 5: wokół postaci Wadowskiej-Król
Jolanta Wadowska-Król nie była w ciąży podczas prawdziwych wydarzeń. Nie mieszkała przy hucie. Jej przychodnia znajdowała się w Dąbrówce Małej, ok. dwóch km od Huty Ołowiu. Nie zachorowała także na ołowicę – miała tylko nieznacznie podwyższony poziom ołowiu w organizmie. Jeżeli chodzi o obserwację ze strony Służby Bezpieczeństwa – rodzina lekarki potwierdza że takie sytuacje miały miejsce. Nie mniej – lekarka nie była aresztowana, ani porwana. Nie grożono jej utratą życia. Podczas przeprowadzanych badań zachowywała maksymalną ostrożność – co zaleciła jej prof. Hager-Małecka. Kreacja serialowej ,,Doktórki” jest temperamentna, charakterna, a nawet zadziorna, zdeterminowana aby osiągnąć swój cel. Tutaj można znaleźć zbieżności z pierwowzorem. Jednak, prawdziwa doktórka nie była aż tak impulsywna i porywcza. Myślała nad konsekwencjami swoich czynów. Gdyby nie jej ostrożność i rozwaga przeprowadzanie badań mogłoby nigdy nie dojść do skutku.
WŁADZA:
Trzeba jednak powiedzieć że serial bardzo dobrze oddaje konflikt na linii Grudzień – Ziętek. Wojewoda Jerzy Ziętek, nazywany na Śląsku ,,wujkiem Jorgiem” był bardzo pozytywnie odbierany przez mieszkańców byłego woj. Katowickiego. Powstaniec Śląski, Ślązak z krwi i kości. Odpowiadał on za powstanie wielu obiektów które służą mieszkańcom do dziś – m.in. Parku Śląskiego. Troszczył się o mieszkańców, a z ich opowieści wiemy że można było u niego załatwić wszystko. Zupełnie inaczej sytuacja miała się z towarzyszem Grudniem. Buńczuczny, arogancki I Sekretarz w Katowicach kojarzył się mieszkańcom głównie z wyzyskiem i nadmierną potrzebą tworzenia ,,wyników”. Był przedstawicielem woli Warszawy na Śląsku. Starsi Ślązacy po dziś odnoszą się do jego postaci z pogardą. Ziętek i Grudzień nie pałali do siebie sympatią i nie starali się tego szczególnie ukrywać.
Podsumowując – serial Netflixa przedstawia nam pewną kreacje rzeczywistości Górnego Śląska w latach 70 XX w. Twórcy wyraźnie zaznaczyli że jest to jedynie inspiracja prawdziwymi wydarzeniami. Nie należy ich przyjmować za prawdę historyczną. Pewne rzeczy warto jednak sprostować, by ludzie nie znający tej sprawy nie powielali historii wymyślonych na potrzeby serialu. Rzeczywistość bowiem zawsze jest bardziej skomplikowana. Tak samo było w Szopienicach.
Autor: Arkadiusz Kałwa

